Reading time: 6 min
W poniedziałek rano irański dron Shahed-136 uderzył w rafinerię Ras Tanura należącą do Saudi Aramco — wynika z informacji India TV News, powołującej się na nagrania z mediów społecznościowych i saudyjskie źródła wojskowe. Atak wymusił wstrzymanie 550 000 baryłek dziennie mocy rafineryjnych i był pierwszym bezpośrednim irańskim trafieniem w infrastrukturę energetyczną Zatoki Perskiej od początku konfliktu. Brent skoczył we wczesnym handlu do 79,41 USD za baryłkę — wzrost o około 9% względem piątkowego zamknięcia — a sesja jeszcze się nie skończyła.
Co wydarzyło się w Ras Tanura
Aramco zamknął kompleks Ras Tanura prewencyjnie po tym, jak uderzenie drona wywołało pożar — informuje Bloomberg, powołując się na osoby zaznajomione ze sprawą. Ogień został opanowany, jak dotąd nie ma doniesień o ofiarach. Reuters potwierdził wstrzymanie pracy rafinerii, cytując źródło branżowe, które opisało sytuację jako „pod kontrolą”. Saudyjskie Ministerstwo Obrony poinformowało o przechwyceniu kolejnych dronów wymierzonych w obiekt, jak podało India TV News.
Ten ostatni szczegół ma większe znaczenie niż ten jeden dron, który przeleciał. Jeśli w jedną rafinerię wystrzelono wiele dronów, nie był to zbłąkany pocisk z szerszej fali odwetowej — to był celowy atak na infrastrukturę energetyczną. The National podał, że uderzenie stanowi pierwszy irański atak na aktywa energetyczne Zatoki w tym konflikcie — granicę, której Teheran dotąd nie przekraczał, nawet ostrzeliwując rakietami lotniska w Dubaju, Abu Dhabi i Bahrajnie w ciągu weekendu.
Dlaczego ta rafineria jest kluczowa
Ras Tanura to nie jest zwykła rafineria. To najstarsza i największa instalacja na wybrzeżu Zatoki Perskiej, o mocy destylacji surowej ropy na poziomie 550 000 baryłek dziennie, jak podają MEED i Offshore Technology. Jednocześnie jest jednym z najważniejszych na świecie terminali eksportowych saudyjskiej ropy — zaznaczył BusinessToday. Kompleks przetwarza surowiec z pól Abqaiq i Khurais, tych samych źródeł, które ucierpiały w ataku dronów i pocisków we wrześniu 2019 roku, gdy tymczasowo wyłączono połowę saudyjskiej produkcji. The National dodał, że wstrzymanie pracy Ras Tanura to już druga przerwa w operacjach Aramco w ciągu kilku dni — pobliski terminal skroplonego gazu naftowego Juaymah miał już wcześniej w tym tygodniu wstrzymany eksport.
To właśnie analogia z Abqaiq nie daje spokoju dziś rano traderom na desks’ach ropy. W 2019 roku drony i pociski manewrujące, do których przyznali się Huti, uderzyły w Abqaiq i Khurais, usuwając z globalnej podaży około 5,7 miliona baryłek dziennie — największe zakłócenie w historii, według Międzynarodowej Agencji Energetycznej — i windując Brent o niemal 20% w ciągu sesji, jak podał Al Jazeera za Bloombergiem. Był to największy jednosesyjny skok od inwazji na Kuwejt w 1990 roku. Arabia Saudyjska potrzebowała tygodni na pełne przywrócenie produkcji, częściowo dlatego, że Abqaiq zawierał specjalistyczne urządzenia przetwórcze, których — jak powiedział CNN Bob McNally z Rapidan Energy Group — „nie da się po prostu zamówić od General Electric”. Ras Tanura czerpie ropę z tych samych pól. Jeśli zniszczenia wykraczają poza to, co Aramco oficjalnie komunikuje, harmonogram napraw może przypominać scenariusz z 2019 roku.
Obraz cenowy
Brent już przed uderzeniem w Ras Tanura był rozgrzany. W piątek zamknął się na poziomie 72,48 USD za baryłkę — siedmiomiesięcznym szczycie, według Reuters — po wzroście o 2,45% wyłącznie na oczekiwaniach wojennych. Niedzielne otwarcie było gwałtowne. We wczesnych godzinach poniedziałku CNBC podało, że Brent osiągnął 79,41 USD — wzrost o około 9%, czyli 6,54 USD w sesji. Dane FactSet pokazywały benchmark na poziomie 78,55 USD wcześniej rano, już z 7,8-procentowym wzrostem. WTI podążyło w ślad, skacząc o ponad 8% do 72,57 USD. India TV News podało, że kontrakty terminowe na ropę na MCX osiągnęły historyczny rekord 6700 Rs za baryłkę, rosnąc o 9,73% w ciągu dnia.
Rozstrzał prognoz analityków rozszerzył się błyskawicznie. Analityk Barclays Amarpreet Singh ostrzegł klientów w sobotę, że Brent może sięgnąć 100 USD za baryłkę, jak podało CNBC. Analitycy UBS pod kierownictwem Henriego Patricota poszli dalej w niedzielnej nocie, wskazując scenariusz powyżej 120 USD w przypadku istotnych, długotrwałych zakłóceń. Javier Blas z Bloomberga zajął bardziej wyważone stanowisko, szacując skok o 10–15% na otwarciu, jednocześnie argumentując, że historyczny szok naftowy pozostaje mało prawdopodobny — pod warunkiem że Cieśnina Ormuz pozostanie otwarta. Dostosujcie pozycje do tego. Różnica między Brentem po 80 USD a Brentem po 120 USD to różnica między „konfliktem pod kontrolą” a „cieśnina jest zamknięta”.
Cieśnina, o której nikt nie chce mówić
Przez Cieśninę Ormuz przepływa codziennie około 13 milionów baryłek ropy — to ok. 20% globalnej podaży transportowanej drogą morską, według Kpler. Iran kontroluje północny brzeg. Ship & Bunker poinformował, że Iran najwyraźniej próbuje ograniczyć ruch handlowy przez przesmyk, choć żadne formalne zamknięcie nie zostało ogłoszone. Dwa statki zostały już zaatakowane w tym rejonie, jak podało CNBC: tankowiec Skylight pod banderą Palau został ostrzelany 5 mil morskich na północ od cieśniny, a pływający pod banderą Wysp Marshalla MKD VYOM został uszkodzony u wybrzeży Omanu. Omańskie Centrum Bezpieczeństwa Morskiego potwierdziło ten drugi incydent.
Dylan Mortimer z brokera ubezpieczeniowego Marsh powiedział CNBC, że składki ubezpieczenia wojennego kadłubów statków w Zatoce mogą wzrosnąć o 25–50%. Już samo to podnosi koszt dostawy każdej baryłki przepływającej przez Ormuz — jeszcze bez uwzględnienia kosztów przekierowania tras, które narastają od weekendowych uderzeń, kiedy ropa zmierzała ku 73 USD, a złoto przekroczyło 5300 USD.
Patowa sytuacja Arabii Saudyjskiej
Jest coś, czego rynek energetyczny jeszcze w pełni nie wycenił. Arabia Saudyjska nie uczestniczyła w amerykańsko-izraelskich uderzeniach na Iran. Rijad wyraźnie zamknął swoją przestrzeń powietrzną i poinformował Waszyngton, że nie pozwoli na wykorzystanie saudyjskiego terytorium do operacji przeciwko Teheranowi — podał Middle East Eye, powołując się na dwa źródła z państw arabskich Zatoki. Następca tronu Mohammed bin Salman w sobotę dzwonił do liderów państw Zatoki, namawiając do powściągliwości i zapobiegając eskalacji ze strony któregokolwiek z członków GCC.
Teheran i tak uderzył. Saudyjskie MSZ za pośrednictwem państwowej agencji Saudi Press Agency potępiło „jawne i tchórzliwe irańskie ataki” na Rijad i Prowincję Wschodnią, jak podała Al Arabiya, deklarując podjęcie „wszelkich niezbędnych środków” w obronie królestwa, „w tym opcji odpowiedzi na agresję”. Wspólne oświadczenie wydane w niedzielę przez Departament Stanu USA, podpisane przez Arabię Saudyjską, ZEA, Bahrajn, Kuwejt, Katar i Jordanię, poszło dalej — potwierdzając prawo do samoobrony i nazywając działania Iranu „lekkomyślnymi i destabilizującymi”.
Ta trajektoria ma kluczowe znaczenie dla pozycji na ropie. Jeśli Arabia Saudyjska zostanie wciągnięta w aktywny odwet na Iran, nie mamy już do czynienia z konfliktem na osi USA–Izrael versus Teheran. Mamy producenta ropy aktywnie zaangażowanego w zbrojny konflikt z sąsiednim producentem ropy, a między nimi leży najważniejszy wąski gardło energetyczny na świecie. Scenariusz przeceny, na który rynki szykowały się w niedzielny wieczór, właśnie stał się materialnie gorszy.
Na co patrzeć
Trzy czynniki zdecydują, czy Brent ustabilizuje się w okolicach 80 USD, czy przebije 100 USD. Po pierwsze: jak szybko Aramco przywróci Ras Tanura. Jeśli to 48-godzinne wstrzymanie prewencyjne, rynek gasoilu uspokoi się do środy. Jeśli doszło do uszkodzeń strukturalnych jednostek destylacyjnych, mówimy o tygodniach — i scenariusz z Abqaiq staje się punktem odniesienia. Po drugie: Cieśnina Ormuz. Każdy tankowiec, który przepłynie bez incydentu, obniża ceny. Każdy trafiony statek je podnosi. Po trzecie: kolejny ruch Arabii Saudyjskiej. Rijad ma już na papierze język odwetu. To, czy przejdzie od słów do czynów — i w jakie cele uderzy — zdefiniuje kolejną fazę tego rynku. Trzy dni temu nikt nie był na to przygotowany. Planujcie odpowiednio.