Reading time: 6 min
Brent w poniedziałek przekroczył 98 USD, by potem cofnąć się do 94 USD. WTI we wtorek spadł poniżej 90 USD. Nagłówki o zawieszeniu broni robią swoje, ale prawdziwa historia strukturalna pojawiła się cicho tego samego poranka: Irak i ZEA rozpoczęły pełny sprint w budowie tras eksportowych, które na trwałe zmniejszą znaczenie Cieśniny Ormuz.
Zacznijmy od taśmy. Brent wystrzelił powyżej 98 USD we wczesny poniedziałek po weekendowych uderzeniach między Iranem a Izraelem, a następnie oddał większość wzrostu, gdy Teheran ogłosił zakończenie operacji wojskowych i obie strony zgodziły się na wstrzymanie ataków – według Trading Economics. Ropa handluje tak, jakby wojna wygasała. Rynek fizyczny mówi coś zupełnie innego. Cieśnina pozostaje faktycznie zamknięta w warunkach podwójnej blokady ze strony USA i Iranu, jak opisuje Trading Economics, a dane Lloyd’s List pokazały, że tranzyty tankowców w maju spadły do najniższego poziomu od czasów wojny iracko-irańskiej z lat 80.
Właśnie ta przepaść między ceną na ekranie a fizyczną rzeczywistością czyni ten rynek naprawdę interesującym. A najważniejszy punkt danych tego tygodnia to w ogóle nie cena.
Co właśnie powiedzieli Bagdad i Abu Zabi
CNBC poinformowało we wtorek, że iracki gabinet zatwierdził w zeszłym tygodniu zwiększenie przepływów ropy przez sieć Kurdystan–Turcja z 220 000 do 770 000 baryłek dziennie – trzyipółkrotny wzrost względem obecnego poziomu. Linia do Ceyhan biegnie przez niemal 1000 km i ma nominalną przepustowość ok. 1,6 mln baryłek dziennie, więc jest jeszcze spory zapas. Abu Zabi tymczasem przyspiesza prace nad nowym rurociągiem do portu Fujairah w Zatoce Omańskiej, który po uruchomieniu w 2027 roku ma mniej więcej podwoić zdolności eksportowe ADNOC.
Ta pilność nie jest teoretyczna. Dane żeglugowe QuantCube Technology, opublikowane na wyłączność przez CNBC, wskazują, że irackie ładunki opuszczające porty praktycznie ustały od wybuchu wojny. Sam Bagdad oświadczył na konferencji prasowej 16 maja, że w kwietniu przepuścił przez Ormuz zaledwie 10 mln baryłek. Przed wojną było to 93 mln – spadek morskich wolumenów eksportowych o 89% w kraju, gdzie ropa odpowiadała za ponad połowę PKB w zeszłym roku. „Irak jest w znacznie bardziej skomplikowanej sytuacji”, jak ujął to Lemangnen z QuantCube, ponieważ praktycznie cała iracka ropa nie ma innej drogi wyjścia.
Zatoka przerabiała to już wcześniej. Wojna tankowcowa lat 1984–1988 jest powodem, dla którego Arabia Saudyjska rozbudowała swój rurociąg East-West Petroline do obecnej skali, a irańskie groźby zamknięcia cieśniny z 2011 roku są powodem, dla którego ZEA wybudowały pierwszy rurociąg do Fujairah w 2012 roku. Za każdym razem, gdy Ormuz staje się bronią, region odpowiada stalą w ziemi. Tym razem nie jest inaczej – tyle że skala jest większa.
Matematyka rurociągów nie ratuje rynku spot
Problem z odczytywaniem wiadomości o rurociągach jako krótkoterminowej ulgi jest prosty. IEA szacuje, że saudyjska linia East-West i istniejąca trasa ZEA do Fujairah mogą łącznie transportować od 3,5 do 5,5 mln baryłek dziennie. Rijad kwestionuje dolną granicę, twierdząc w marcu, że sama jego linia przesyłała 7 mln. Niezależnie od przyjętej liczby, dziura jest ogromna: EIA oszacowała w majowej prognozie, że sześciu producentów z Zatoki – od Iraku i Arabii Saudyjskiej po Katar i Bahrajn – miało w kwietniu 10,5 mln baryłek dziennie wyłączonych z produkcji. Nawet przy najbardziej optymistycznych rachunkach trasy obejściowe zastępują połowę tego, co zabrała wojna – a obie już zostały zaatakowane: linia East-West przez irański atak w kwietniu, a operacje załadunkowe w Fujairah przez drony.
Skoro tak, to dlaczego Brent jest po 94 USD, a nie po 130 USD? Dwie podpory. Pierwsza to Chiny, które agresywnie ograniczyły import i napędzają gospodarkę zapasami strategicznymi zamiast kupować ładunki – według Trading Economics to drenaż, który zdaniem analityków cytowanych przez CNBC nie może trwać w nieskończoność. Druga to rekordowe uwolnienie 400 mln baryłek rezerw ogłoszone przez IEA w marcu – podaż, która według samej agencji potrzebuje miesięcy, by w pełni dotrzeć do kupujących. Obie podpory to arytmetyka zapasów, nie produkcji. Zapasy się wyczerpują. Gdy którakolwiek z tych podpór pęknie, cena będzie musiała znów oprzeć się na realnych baryłkach – a realne baryłki wciąż tkwią za blokadą.
Taki jest byczy scenariusz i jest realny w perspektywie trzech do sześciu miesięcy. To jednocześnie dokładnie ten układ, który Bank Światowy opisał 2 czerwca, prognozując wzrost cen energii o 24% w tym roku do najwyższych poziomów od rosyjskiej inwazji na Ukrainę – mimo że indeks spadł o 5,4% w maju. Dla Europy transmisja jest bezpośrednia: Brent to benchmark kontynentu, inflacja energetyczna w strefie euro wyniosła 10,9% rok do roku w maju według Eurostat, a ECB wchodzi na czwartkowe posiedzenie z wyceną pierwszej podwyżki stóp w cyklu – w dużej mierze z powodu tego wojennego przeszacowania ropy, złota i stóp trwającego od końca lutego.
Problem 2027 roku, którego nikt nie zabezpiecza
Teraz przesuńmy te same liczby o osiemnaście miesięcy do przodu. Wojna w końcu się skończy, na jakichkolwiek warunkach. 10,5 mln baryłek dziennie wyłączonej produkcji z Zatoki wróci na rynek, bo wyłączona nie znaczy zniszczona. OPEC+ przez cały czas blokady podnosił kwoty, dodając kolejne 188 000 baryłek dziennie na lipiec – mimo braku możliwości wysłania większości z nich – więc grupa wyjdzie z konfliktu zarówno z odbudowaną zdolnością produkcyjną, jak i zawyżonymi celami. A na to wszystko nałożą się nowe rurociągi: rozbudowana trasa Kurdystan–Turcja, podwojony system Fujairah w 2027 roku – każdy projekt zatwierdzony w panice i oddany do użytku w czasie pokoju.
Zespół Rystad zasygnalizował to w tym tygodniu na Squawk Box Asia: dzisiejszy deficyt może przekształcić się w „kolosalną nadwyżkę” w 2027 roku. To właśnie ta asymetria umyka w wyprzedaży napędzanej nadziejami na zawieszenie broni. Przód krzywej jest przeszacowywany pod kątem pokoju, wciąż żyjąc na pożyczonych zapasach, podczas gdy tył krzywej nie uwzględnił jeszcze faktu, że Zatoka buduje trwałe zdolności eksportowe, których nie wyłączy po ustaniu walk. Złoto mówi, że ryzyko nie opuściło budynku – kruszec wciąż handluje na wojennym popycie oficjalnym. Odroczone kontrakty na ropę mówią, że rynek nie odrobił lekcji na temat 2027 roku.
Kluczowe poziomy i katalizatory
W krótkim terminie 90 USD na WTI i 94 USD na Brent to linie, których broni trade na zawieszenie broni. Potwierdzone, choćby częściowe, otwarcie cieśniny prawdopodobnie wymusi test niższych poziomów; każdy atak na infrastrukturę obejściową – a było ich już dwa – natychmiast wyśle cenę z powrotem powyżej 100 USD, bo trasy obejściowe stały się teraz dokładnie tym pojedynczym punktem awarii, którego miały eliminować. Zaktualizowana prognoza EIA Short-Term Energy Outlook ukaże się we wtorek i ma większe znaczenie niż zwykle: majowa edycja zakładała, że ruch przez Ormuz zacznie się odbudowywać w czerwcu, a jakakolwiek rewizja tego założenia przeszacuje cały przód kompleksu naftowego. Warto śledzić raporty Lloyd’s List o tranzytach oraz chińskie dane importowe – w oczekiwaniu na moment, gdy Pekin będzie musiał wrócić na rynek.
Rynek wycenia zawieszenie broni i handluje na uldze. Tymczasem to, co dostanie w ciągu najbliższych dwóch lat, to Zatoka trwale przebudowująca swój system eksportowy, OPEC+ z odbudowanymi baryłkami i wyższymi kwotami oraz strona popytowa, która przez cały 2026 rok uczyła się zużywać mniej. Jeśli trzymasz pozycję długą pod premię za blokadę – szanuj ją, ale wiedz, co masz w portfelu: pozycję, której najlepsze miesiące to teraz, a data wygaśnięcia wypada gdzieś w 2027 roku. Rurociągi spawane tego lata w Iraku i Abu Zabi są bycze tylko dla jednego – nadwyżki, która zakończy ten trade.